Wszystko się może zdarzyć!

Dodano: 2010-02-07 13:42:10 przez drlena
Koniec sesji. Teraz tydzień przerwy i sesyja poprawkowa. Na której muszę zaliczyć egzamin z podstaw chemii i fizykę. Nigdy bym nie pomyślała, że wystarczy mi jeden termin na matmę, a tu proszę bardzo! Zaliczyłam matmę, nie zaliczyłam dwóch egzaminów z podstaw chemii (zdawalność to chyba coś koło 9%) i fizyki też nie zdałam, ale tym ostatnim przejmuję się akurat najmniej :)
W tym jakże "wolnym" tygodniu w domciu, biorę testy z biologii, biorę Bielańskiego i będę się uczyć na przemian. Raz tego, raz tamtego. Na fizykę się nie ucze, bo i tak nie ma po co. Pan Dohtór mnie nadzwyczajniej w świecie nie lubi i ulał mnie już 3 raz, mimo że wyprowadzałam mu kosmiczne wzory, mówiłam i zapisywałam prawa i różne twierdzenia. Trudno. Będę deptać, aż wydeptam to 3,0 z fizyki! Mam jeszcze 4 podejścia, więc jakoś mi się uda.
Jakby nie było jestem jedną nogą w II semestrze, bo u nas zdać matmę, to jak zdać na II semestr.
Czas leci strasznie szybko. Niedawno były święta, wrócę na uczelnie to będzie prawie marzec. Później kwiecień, maj - matury, czerwiec - sesyja numero duex, lipiec - wyniki. I listy na ŚUM. Znajdę się tam, czy nie? A jak się znajdę to będą dłuuugie, cudowne wakacje. I się chyba upiję. Na amen. Jak nigdy nie piję, to tak się upiję z radości i euforii!. Tak!

Zaliczenia.

Dodano: 2010-01-26 19:16:01 przez drlena
Ha ha! ; D

Zaliczyłam! Zaliczyłam chemię na 4,0. Zaliczyłam MATMĘ na 3,0 i nie zaliczyłam fizy, ale i tak mogę podejść do I terminu : D Nigdy bym nie pomyślała, że będę podchodzić do wszystkiego w I terminie! : D

W piątek egzamin z fizy, idę przyswajać tą wiedzę o rozkładzie MAxwella-Boltzmana ;)

Życzę powodzeni sesjującym!

.

Dodano: 2010-01-15 15:15:13 przez drlena
Nadchodzący tydzień to istny harmageddon. Kto by pomyślał, że na technicznej uczelni będzie trzeba siedzieć przed sesją i się uczyć czegoś na pamięć? A jednak.
W poniedziałek idę po wpis z ćwiczeń na francuski (piękna piąteczka powędruje do indeksu), we wtorek koło zaliczeniowe z obliczeń tablicowych (niech ktoś tam ma mnie w opiece, bo kompletnie nie wiem czego się spodziewać na tym kole), a później zaliczenie z etyki. W środę kolokwium zaliczeniowe z fizyki, które WYDAJE mi się, że będzie proste, niemniej jednak, zazwyczaj jak mi się coś WYDAJE, to nie wychodzi z tego nic.
Czwartek zaliczenie z pochodnej, w piątek koło zaliczeniowe z analizy matematycznej i wpis do indeksu z piękną 5 z TI.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to jadę w piątek do domu i przyjadę do Krk we wtorek wieczorem, coby się zgłosić jeszcze na ostatnim wykładzie z fizy, który niby ma być na egzaminie(do którego muszę najpierw zostać dopuszczona...). Jakoś to bydzie. Chyba.

Z rzeczy nieuczelnianych, to po rozmowie z Charlim doszliśmy do wniosku, że albo się dostajemy oboje, albo żadne z nas. Chciałabym w to wierzyć... Ja nadal zagłębiam się w marzeniach i czekam, aż one się spełnią, choć wiem, że jak będę siedzieć na dupie i nic nie robić, to nigdy w życiu to się nie stanie.  "Jesteś kowalem własnego losu", tya. Ale szczęścia już niet. Po sesji (czyli pod koniec lutego) zabieram się ponownie za biologię i chemię. Mobilizacjo przybywaj!

Na półce w akademiku piętrzy się stos nieprzeczytanych książek. Zawsze coś się znajdzie do roboty, a to jakieś całki z analizy matematycznej, a to jakieś hybdrydyzacje i funkcje radialne z chemii, a to jakieś zadania z opróżnieniem kieliszka z fizyki, czy choćby jakaś zapychająca nam czas etyka. Przed sesją miałam sporo czasu, teraz doba ma za mało godzin, choć jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by zarwać noc. Jakoś zawsze się wyrabiam, że i się wyśpię i nauczę. Oby tak było na egzaminach!

Śniegowo

Dodano: 2010-01-11 08:56:15 przez drlena
   Europę sparaliżowała pogoda. Ciągle sypie, jest zimno i nieprzyjemnie. Nie chce się wyściubiać nosa zza drzwi cieplutkiego mieszkania, choć problem z dostawą prądu i ogrzewania w wielu miastach stanowi istny problem. Ja na szczęście mam prąd i ogrzewanie i wodę. Ale teoretycznie powinnam być już w Krakowie. I co?
I poszłam wczoraj na PKP. I stałam, marzłam na stacji 200 minut. I zrezygnowałam.
Ojciec zadzwonił do mnie, żebym dała sobie spokój, bo drogi do/z Krakowa nieprzejezdne. Łudzę się, że dzisiaj będzie lepiej, choć zdaję sobie sprawę, że moją normalną trzygodzinną podróż zastąpi podróż może pięciogodzinna?

   Tymczasem za pasem sesja. Jakoś nie mam weny na uczenie się matmy, a tym bardziej fizyki, więc zabrałam się w końcu za chemię. I powiem szczerze, że obawiam się tego egzaminu. Zmienili w tym roku zasady, nikt tak na prawdę nie wie, czego się spodziewać. Czas pokaże. Z matmy szykuję się na drugi termin. Niestety brakło mi 0,75 pkt, aby zaliczyć kolokwium, a wiem, że kolokwium numero deux będzie dla mnie nie do przejścia... Najmniej obawiam się egzaminu z fizyki, bo teorii się nauczę.

   W tak zwanym międzyczasie uczę się z biologii, chemii. Ostatnio znalazłam forum studentów ŚUM Zabrze i czytam sobie wątki związane z uczelnią, z pierwszym rokiem. I marzę. Marzę, żeby się tam znaleźć. Żeby być. Co mnie niesamowicie motywuje. Chcę wierzyć, że będzie lepiej. Że się uda!

Do siego!

Dodano: 2009-12-31 14:40:23 przez drlena
Zrealizowałam 75% swoich planów na święta. Wbrew pozorom, otworzyłam fizykę i nawet coś tam się naumiałam. Znalazłam czas na biologię, na chemię i na matmę. Jedyne czego nie zrobiłam, to nie napisałam prac. Ani jednej. Tak jakoś wyszło. Brak weny twórczej, a głupot pisać nie chcę.
A teraz idę coś czytać i wieczorem z moim M. wybywam do siostry.

Szczęśliwego Nowego Roku 2010!

Home!

Dodano: 2009-12-20 21:50:48 przez drlena
Home, sweet home!

Siedzę sobie od dwóch dni w domu. Sprzątam, obijam się, obijam się i sprzątam. Miałam się uczyć, a nie robię nic produktywnego. Zeszyt z fizyki leży i już zaczyna na mnie patrzeć wielkimi oczyma. Za niedługo będzie do mnie krzyczał, a mi jakoś nie po drodze, by go w ogóle otworzyć, czy przełożyć w inne miejsce. A obiecałam sobie, że się będę uczyć...
Taa, trzy kłamstwa studenta...

Od jutra zacznie się gorączkowe sprzątanie, zakupowanie świąteczne. Ubieranie choinki, mycie podłóg na kolanach, ścieranie każdego mikrograma kurzu i gotowanie. Wszystko po to by, najeść się dwa dni...

A ja póki co mam to w nosie. Siedzę i spoglądam co chwilę na mojego M., który tak słodko śpi i czuję się taka szczęśliwa :)